ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY: LILY LOLO, TOO FACED, FRESH & NATURAL, ANNABELLE MINERALS, MIZON, VITA LIBERATA, GARNIER

sierpnia 20, 2016


Wiem jak lubicie serię z ulubieńcami, a ja ostatnio strasznie ją zaniedbałam. Ostatni taki wpis pojawił się w kwietniu, więc dzisiaj pokażę Wam kosmetyki, które zdobyły moje serce w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Ciekawi co to będzie? To zapraszam ;-)


Pierwszym produktem, który zasługuje na miano kosmetycznego hitu jest róż mineralny Annabelle Minerals w odcieniu Nude, o którym pisałam TUTAJ klik. Pokochałam go przede wszystkim za piękny odcień. Przygaszony, pudrowy róż prezentuje się na policzkach bardzo naturalnie, a skóra wygląda zdrowo i promiennie. Ale uwaga na pigmentację, bo jest bardzo dobra i niewprawiona ręka może sobie zrobić nim krzywdę. Tutaj najlepiej sprawdza się reguła, że "mniej znaczy więcej".


Stałam się ogromną fanką kosmetyków mineralnych i oprócz wspomnianego różu, bardzo polubiłam paletkę do modelowania twarzy Sculpt & Glow od Lily Lolo. W palecie znajduje się bronzer idealny do ocieplania i modelowania twarzy oraz cudowny rozświetlacz również w ciepłym, szampańskim odcieniu. Do bronzera miałam początkowo pewne obawy, ale bardzo polubiłam to jak wygląda na skórze, natomiast co do rozświetlacza nie miałam żadnych wątpliwości - od razu wiedziałam, że to będzie hit. Oba produkty mają średnią pigmentację, przez co ciężko zrobić sobie nimi krzywdę. Więcej o Sculpt & Glow znajdziecie TUTAJ klik.

Ostatni makijażowy kosmetyk w dzisiejszym zestawieniu to maskara o chwytliwej nazwie Better than Sex, stworzona przez markę Too Faced. Posiadam tylko miniaturę, ale polubiłam ją na tyle, że jestem skłonna kupić pełnowymiarowe opakowanie. Tusz delikatnie pogrubia i wydłuża moje rzęsy, a przede wszystkim ich nie skleja. Nie mogę narzekać też na trwałość, bo trzyma się ładnie przez cały dzień, nie kruszy się i nie osypuje. Jedynym minusem może być cena, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa ;-)


Zapach jest dla mnie bardzo ważną kwestią w kosmetykach, więc jak coś pięknie pachnie to już połowa sukcesu. A limonkowa maska do twarzy Mizon pachnie cudownie i orzeźwiająco - taka prawdziwa limonka (no cudo!). Z działania również jestem zadowolona, bo maseczka świetnie odżywia i rozjaśnia skórę, która staje się promienna. Wszystkich zalet Wam teraz nie zdradzę, bo niedługo pojawi się o niej oddzielny post, na który już zapraszam.

O kolejnym kosmetycznym hiciorze też zdążyłam już dokładnie opowiedzieć. TUTAJ klik znajdziecie recenzję malinowego peelingu do ciała Fresh & Natural. Jeśli lubicie naprawdę porządne zdzieranie martwego naskórka to koniecznie po niego sięgnijcie. Gwarantuję niesamowicie wygładzoną, mięciutką i nawilżoną skórę. Jest to kosmetyk bez wad, a to jest już moje drugie opakowanie tego cuda. Z pewnością sięgnę po kolejne.


W te lato nie miałam zbyt wiele czasu na wylegiwanie się na słońcu, więc chętnie sięgałam po kosmetyki nadające skórze odrobinę koloru. Bardzo polubiłam suchy olejek Marula z oferty Vita Liberata, który gwarantuje delikatną, naturalnie wyglądającą opaleniznę, bez plam i zacieków. Dodatkowo ma właściwości nawilżające skórę oraz filtr SPF50, a to wszystko zapakowane w piękną buteleczkę z matowego szkła. Przyznajcie, że produkt wygląda bardzo luksusowo. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ klik.

Ostatnim (ale nie najgorszym!) ulubieńcem ostatnich miesięcy jest antyperspirant Garnier Neo z innowacyjnym okrągłym aplikatorem z 10 otworami, który zapewnia delikatny strumień sprayu. Wypróbowałam już 3 wersje zapachowe, wszystkie są świetne, ale to Pure Cotton spodobała mi się najbardziej. Jest to tylko kwestia zapachu, bo wszystkie wersje mają taką samą skuteczność. Zapewniają ochronę przez cały dzień i przede wszystkim nie brudzą ubrań (co niestety bardzo często mi się zdarza przy innych antyperspirantach). Ja jestem na TAK!

I to wszystko, co mam Wam dzisiaj do pokazania. Znacie moich ulubieńców?

Zobacz również:

0 komentarzy

Każdy komentarz to motywacja do dalszego tworzenia tego miejsca. Wyraź swoją opinię, a ja z przyjemnością ją przeczytam :)